Artur Rakowski - Po męsku o zdrowiu

Chore dziecko w przedszkolu

Chore dziecko w przedszkolu – druga strona medalu

Zdaję sobie sprawę, że tym wpisem porządnie sobie nagrabię, wywołam gorącą dyskusję i jak to zwykle bywa podzielę moich Czytelników na dwie grupy – tych, którzy podzielają moje zdanie oraz tych, którzy się ze mną kategorycznie nie będą zgadzać. Pisząc jednak te kilka akapitów chcę raz na zawsze zamknąć temat pod tytułem chore dziecko w przedszkolu – świństwo czy normalność?

Odwieczny konflikt o chore dzieci w przedszkolach

Co jakiś czas – zwłaszcza w sezonie infekcyjnym powraca elektryzujący temat wysyłania chorego dziecka do przedszkola z katarem lub objawami przeziębienia. Sam często obserwuję tego typu wymianę zdań na przedszkolnej grupie na Facebooku i to jaką czasami agresywną formę przybierają. Rodzice rozpisują elaboraty o szacunku, o dbaniu o wspólne dobro dzieci, o zbiorowej odporności, odpowiedzialności i tak dalej i dalej. Jednym słowem same wzniosłe hasła okraszone wzajemną uszczypliwością.

chore dziecko w przedszkolu kontrowersje

Tymczasem zamiast tracić czas na wzajemne przerzucanie się argumentami trzeba przytoczyć kilka faktów. Faktów, które być może przekonają Cię, że zatrzymywanie malucha w domu z katarem jest bez sensu, nie ma wpływu ani na odporność, ani na zmniejszenie ryzyka złapania infekcji. Ba uważam wręcz, że takie działanie zamiast pomóc, może wręcz zaszkodzić. A dzieje się tak, bo…

„Chore” dziecko w przedszkolu z katarem nie zaraża innych

W 90% przypadków, kiedy wystąpią objawy infekcji u dzieciaków to jest już „musztarda po obiedzie”. Choć jesteś święcie przekonany, że objawowe dziecko rozsiewa w promieniu kilku metrów kwadratowych aerozol patogenów na innych rówieśników, to muszę Cię rozczarować – mylisz się, bo zrobił to już dużo wcześniej 😉

Gdybyś znał krok po kroku mechanizm transmisji infekcji i jej przebieg to wiedziałbyś, że dziecko zaraża na długo przed wystąpieniem objawów. To wtedy zachodzi bowiem replikacja wirusów, namnażanie w komórkach i zarażanie trzema drogami, o których pisałem szerzej w tym miejscu. Pojawiające się objawy świadczą za to, że układ immunologiczny dziecka przystąpił już do walki z infekcją.

Nie wdając się w szczegóły molekularne – poprzez różne mechanizmy dochodzi rozwoju stanu zapalnego, zwiększenia przepuszczalności naczyń w błonie śluzowej nosa, obrzęku i wysięku – czyli voila! Kataru.

Dziecko z gilem pod nosem nie zaraża więc innych.

Zrobiło to już dawno – jakieś 2-3 dni przed jego pojawieniem się, wtedy kiedy byłeś zupełnie nieświadomy, że dziecku może coś dolegać.

Czytaj również: Syndrom Chorego Budynku – sprawdź, czy Twój dom szkodzi zdrowiu swojego dziecka

„Chore” dziecko w przedszkolu z zielonym gilem

Choć czasami mam wrażenie, że się powtarzam to powtórzę to raz jeszcze.

Zielona barwa kataru nie jest oznaką infekcji bakteryjnej, nie jest wskazaniem do przyjmowania antybiotyku.

Katar podbarwiony zielenią jest wręcz dobrą nowiną, bo do akcji wkroczyły granulocyty i robią właśnie dobrą robotę. Choć gil pod nosem jest obrzydliwy, nieestetyczny to nie jest miarą ciężkości infekcji, a bynajmniej tego, że dziecko trzeba odizolować od grupy.

Często widuję  rodziców z dziećmi w galerii handlowej pałaszujących coś na korytarz. Nie wiem czy wiecie jedzenie rękoma w dużym skupisku ludzkim jakim jest galeria handlowa jest bardzo realnym czynnikiem ryzyka złapania infekcji. Dużo bardziej prawdopodobnym niż objawowy rówieśnik w przedszkolu.

chore dziecko to nie wyrok

Piotruś ma katar, a Zosia dostała przez niego zapalenia oskrzeli.

Kolejny bullshit.

Biorąc pod uwagę to, że chorobę przeziębieniową wywołuje uwaga 200(!) różnych wirusów oraz to, że dziecko może „złapać” wirusa drogą kropelkową inhalując go z powietrza, nanosząc go brudnymi rękoma w okolice ust, przez dotyk, pocałunek to wyeliminowanie nawet „zarażającego dziecka” z grupy tak naprawdę nie wpłynie na zmniejszenie prawdopodobieństwa infekcji.

Dziecko opuszczając przedszkole będzie miało pierdyliard okazji ku temu, żeby jednak się zarazić.

Wirusy mogą znajdować się na klamce, blacie, wózku w markecie, w naszym samochodzie – dosłownie wszędzie.  Może brzmię jak domorosły znachor, ale uważam, że jeśli ma złapać tego wirusa, to go złapie. I to, że mój Piotruś ma katar i poszedł do przedszkola nie miało wpływu na to, że Zosia z jego grupy miała zapalenie oskrzeli. Niektóre dane wskazują, że w ciągu pierwszych kilku lat życia przeciętne dziecko przechodzi objawowo bądź nie kilkadziesiąt infekcji.Prawda jest brutalna – mamy na to bardzo ograniczony wpływ.

Czytaj również: Jak hartować organizm dziecka  + moje lifehacki

Zadam Ci jedno pytanie, które być może da Ci trochę  do myślenia

Czy kiedykolwiek poszedłeś na zwolnienie lekarskie z powodu…kataru?

Jeśli wyjedziesz mi tu zaraz, że w Twojej pracy „nie chodzi się na L4”, to zadam to pytanie inaczej?

Czy pomijając negatywny stosunek twojego pracodawcy do „chorobowego” nie poszedłbyś do pracy, zamknął w domu i nie wychodził na zewnątrz z powodu kataru?

No nie. Musiałbyś być sado-masochistą, albo naprawdę ultra-introwertykiem, żeby z powodu cieknącego nosa spędzić dzień w domu.

Ile razy zdarzyło Ci się pójść do pracy w stanie, przy którym katar jest łagodniutkim niedomaganiem?

Ile razy przyszedłeś do pracy i miałeś kontakt ze współpracownikami, klientami, kontrahentami i z kim tam jeszcze na co dzień przebywasz?

To dlaczego uważasz, że maluchy z katarem trzeba izolować, zamykać ich w domu. Dlaczego uważasz, że to jedyna słuszna droga dochodzenia do siebie po infekcji?

chore dziecko iść do przedszkola czy nie

Dlaczego uważam, że izolowanie objawowych dzieciaków od grupy jest wręcz niebezpieczne?

Izolowanie objawowych dzieciaków od grupy, nawet zakładając, że transmitują (choć tak nie jest) patogeny to miecz obosieczny. Epidemiologom jest doskonale znane pojęcie tzw. epidemii (infekcji) wyrównawczej. Jest to zjawisko polegające na tym, że po łagodnym okresie infekcyjnym następuje okres wzmożonego zachorowania na niektóre choroby zakaźne.

wirusy epidemia wyrównawcza

Tak jakby „matka natura” przywracała równowagę, którą zmącił jej swoimi staraniami człowiek albo środowisko. Dotyczy to zarówno zwykłego przeziębienia, trzydniówki, jak również bardzo głośnego ostatnio wzrostu zakażenia wirusem RSV.

Czytaj również: 10 rzeczy, które powinieneś sprawdzić przed sezonem grzewczym w swoim domu

Skąd mam wiedzieć czy zostawić „chore” dziecko w domu czy wysłać do szkoły czy przedszkola?

Zdaję sobie sprawę, że być może łatwo mi to wszystko pisać, bo przecież z racji wykonywanego zawodu łatwiej mi zrozumieć te wszystkie zależności i mechanizmy. W przeciwieństwie do przeciętnego rodzica, który kieruje się tym co podpowiada mu serce, reaguje na to co widzi i próbuje znaleźć logiczną odpowiedź na postawione pytanie.

W jednym z wywiadów doskonale znany nam dzięki epidemii SARS-CoV2 dr hab n. med Ernest Kuchar  tak odpowiedział na zadane pytanie, o to jak długo izolować dzieci leczone z powodu chorób zakaźnych?

Zacznę od tego, że liczne badania wykazały, że większość wirusów rozprzestrzenia się najbardziej w okresie wylęgania, gdy dzieci czują się jeszcze dobrze i wyglądają na zdrowe. Oznacza to, że do narażenia dochodzi, zanim pojawi się możliwość odizolowania chorego dziecka. Zdrowy rozsądek podpowiada wprawdzie, że wyłączenie z zajęć chorych dzieci (np. gorączkujących) zapobiega rozprzestrzenianiu się infekcji, jednak dowodów na skuteczność takiego postępowania nie uzyskano.

Dalej dr Ernest Kuchar mówi wprost o tym, że choroba przeziębieniowa nie powinna być powodem do absencji w szkole czy przedszkolu, o ile samopoczucie dziecka  mu na to pozwala. Wskazuje również, że nadmierna ostrożność i zachowawczość nie są dobrym doradcą, a jedynie powodem niepotrzebnych wizyt u lekarzy, nadużywania antybiotyków i niepotrzebnej absencji w szkole i przedszkolu.

Źrodło: https://www.mp.pl/pytania/pediatria/chapter/B25.QA.19.7.6.

Uwaga przerwa na autopromocję!

Kiedy zostawić dziecko w domu?

Wielu specjalistów jest zdania, że dziecko powinno zostać w domu w sytuacji, gdy jego samopoczucie znacznie pogarsza jakość życia, nie może efektywnie uczestniczyć w zajęciach.

Nie ma ani słowa o powodach epidemiologicznych. Pomijając oczywiście „grubsze” tematy jakim jest:

  • angina paciorkowcowa,
  • zapalenie płuc
  • czy prawdziwa grypa.

Co ciekawe w przypadku takich chorób jak zapalenie oskrzeli, rumień zakaźny i zapalenie ucha środkowego (chyba, że towarzyszy mu bardzo silny ból) również

nie jest wymagana izolacja!

W przypadku zapalenia oskrzeli zaleca się pozostanie w domu, bo towarzyszący kaszel może utrudniać…prowadzenie zajęć albo normalne funkcjonowanie w grupie.

Zatkao kakao, co?

chore dziecko w przedszkolu

Jakie objawy mogą utrudniać funkcjonowanie w przedszkolu?

Uważam, że jedynym dobrym instrumentem do tego by podjąć decyzję o zawiezieniu malucha do przedszkola albo pozostania w domu jest kierowanie się jego dobrem. Jeśli widzimy, że:

  • dziecko gorączkuje w okolicach 38 stopni
  • jest apatyczne, senne, „przelewa się” przez ręce
  • ma duszący, napadowy kaszel, który będzie dla niego uciążliwy
  • nie ma apetytu

to dla jego własnego komfortu lepiej zostać z nim w domu.

To jak ograniczyć liczbę infekcji w przedszkolach, żłobkach i szkołach?

Choć jestem akurat przeciwnikiem unikania infekcji i ekspozycji na patogeny i traktuję je jako okazję do modulowania, czyli ćwiczenia, hartowania układu odpornościowego to zdradzę Wam co jest skuteczną metodą unikania wysypu zakażeń w przedszkolach:

  •  częste mycie rąk wodą bieżącą i mydłem przez dzieciaki i personel przedszkola(<—Bardzo ważne)
  • wietrzenie pomieszczeń, w których przebywają nasze pociechy
  • jak najczęstsze przebywanie na otwartej przestrzeni, na świeżym powietrzu
  • okresowe i regularne odkażanie powierzchni, na przykład po zakończonej pracy
  • jonizacja i oczyszczanie powietrza w sposób ciągły (ale to już opcja premium)

Jestem pewien, że tym wpisem zainicjuję dyskusję. Mam jednak wielką nadzieję, że nie otworzę żadnej puszki Pandory. Bo chore dziecko w przedszkolu wcale nie jest zagrożeniem dla otoczenia. Pod warunkiem, że to łagodna infekcja.

Moim jedynym celem było…oszczędzić Wam nerwów.

Po co wkurzać się z powodu swoich głęboko zakorzenionych, aczkolwiek niezgodnych z medycyną opartą na faktach przekonaniach.

Po co patrzyć na siebie spod byka w przedszkolnej szatni, obmawiać za plecami i być dla siebie uszczypliwym.

Kochajmy się!

Peace, Love & Ecstasy!

Artur

 

 

 

 

 

Podobne wpisy

Chcesz być na bieżąco? Dołącz do newslettera

Wszystkie treści przedstawione na arturrakowski.pl mają jedynie wartość informacyjną, edukacyjną i przedstawiają osobiste opinie autorów. Pod żadnym pozorem nie mogą zastąpić indywidualnej porady farmaceutycznej, lekarskiej, położniczej, psychologicznej, ani żadnej innej. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu i polityki prywatności.