Artur Rakowski - Po męsku o zdrowiu

Jak podać dziecku antybiotyk?

Choroba u dziecka to podwójny stres dla rodzica. Nie tylko dlatego, że czasami nie wie jak pomóc swojemu maluchowi. Ale również dlatego, że nawet gdy już jakieś rozwiązanie znajdzie, to nie ma pewności, że mały urwis da szansę sobie pomóc. Zdałem sobie sprawę z tego dopiero wtedy, gdy sam zostałem ojcem i szukałem odpowiedzi jak podać dziecku antybiotyk, żeby go nie zwymiotowało.

Do tej pory irytowałem się wręcz, gdy rodzic przy aptecznej ladzie wybrzydzał i na każdą moją propozycję odpowiadał:

  • moje dziecko nie lubi pomarańczowych syropów
  • jak podać dziecku antybiotyk?! Przecież ono mi tego nie wypije!
  • nie ma czegoś bez popijania?
  • te tabletki są zbyt duże, córka ich nie połknie
  • czy te tabletki są bez GMO, bez laktozy, glutenu i cukru? Mój maluch jest alergikiem.

Kurczę za każdym razem przenosiłem się myślami w czasy mojego dzieciństwa, w których nie było antybiotyków w zawiesinach, tabletek do ssania o smaku truskawkowym czy granulatów rozpuszczających się w ustach.  W czasy w których, gdy nadchodziły pierwsze oznaki infekcji grzało się pod pierzyną, wypijało szklankę za szklanką obrzydliwego mleka z miodem i czosnkiem czy pozwalało nacierać się domowej roboty maścią ze smalcu i kamfory. Wszystko po to, by uniknąć antybiotyku. Bo recepta na antybiotyk dla dziecka oznaczało jedno:

Konieczność połknięcia rozdrobnionej na gazecie za pomocą wałka do ciasta przeogromnej tabletki z antybiotykiem.

I nie było mowy o zwymiotowaniu.

Nie było mowy o połknięciu tego paskudztwa na raty.

Taki trzylatek na początku lat dziewięćdziesiątych wiedział, że nie ma innej opcji – trzeba połknąć, popić na hejnał i dalej oglądać niemiecki Eurosport.

Że im dzielniej ten ohydny smak gorzkiego proszku zniesie, tym szybciej znajdzie się w piaskownicy lub na klatce schodowej wymieniając się resorakami lub karteczkami z segregatora.

Czasy się zmieniły, ale problemy rodziców nie bardzo.

Dzisiaj to nie trzylatek unika antybiotyku jak ognia, ale jego rodzice – bo przecież antybiotyk to ZUO. Ale czasami ZUO KONIECZNE.

Bo chociaż w podorędziu mamy aromatyzowane syropki, super-musujące tabletki i po prostu płynne postaci leku to maluchy się najzwyczajniej…wycwaniły.

One nie będą tego połykać. Nie-e!

To jest niedoble, to jest bleee…

Tata ble. Mama ble.

Przecież inne dzieci w reklamie żują gumy na gardło, a mama jakiegoś Kacperka z radia kupiła Kacperkowi lizaki na kaszel (sic!)

No więc jak podać dziecku antybiotyk (lub każdy inny niesmaczny lek)?

Na spokojnie

Jak we wszystkim co dotyczy dziecka – zachowaj spokój. Bezproblemowe podawanie dziecku niesmacznego leku przypomina trochę odciąganie kataru u dziecka. Wtedy też spokój jest wskazany! Nie możesz pokazać maluchowi swojego zdenerwowania czy niepewności.  Taki niespełna dwulatek naprawdę to już ogarnięty człowieczek. Dużo rozumie, choć czasami mało artykułuje. Uprzedź go więc o swoim zamiarze. Wytłumacz, że jest chory, że nie chodzi do żłobka, że nie ma siły na zabawę – a ten z pozoru ohydny soczek naprawdę przyniesie mu ulgę.

Kiedyś w czasie jakiegoś szkolenia pt. „Jak nie wkur!@#$% pacjentów w aptece?” jakiś korpo-prelegent podał przykład wydawania pieniędzy.

Gdy istnieje szansa, że za chwilę wydasz pacjentowi 20 zł w dwudziestogroszówkach- uprzedź go o tym. Gdy tego nie zrobisz prawdopodobnie wyjmie Cię zza tej lady. Gdy jednak grzecznie przeprosisz go i zapowiesz, że za chwilę na ladzie wyląduje góra grosza usłyszysz, że nic się nie stało. To też pieniądze!

Sprawdzone i skuteczne!

Podobnie jest przy podawaniu leku dziecku.

Gdy nagle wyskoczysz zza rogu z łyżeczką wypełnioną najlepszym, aczkolwiek obrzydliwym tranem, szansa, że Twój malec ulegnie Twojemu podstępowi jest mała.

Z drugiej strony – jeśli masz opatentowany sposób na to, by wlać z zaskoczenia zahipnotyzowanemu przez Maszę i Niedźwiedzia dziecku kolejną dawkę ibuprofenu.

Nie wahaj się. Cel uświęca środki.

Małymi kroczkami

Od pewnego czasu wdrażam w swoje życie filozofię kaizen, która zakłada wprowadzanie nowych nawyków do swojego życia małymi kroczkami. Jak to się ma z podawaniem niesmacznego leku dziecku? Po prostu zaczynaj naukę od prostych i tolerowanych przez malucha postaci leku. Najlepiej takich, które i tak przyjmować musi.

I nie chcę z Twojego malca zrobić lekomana!

Przykład? Witamina D w kropelkach. Sok z buraka domowej roboty, syrop z cebuli czy turbokisiel Pana Tabletki– to przecież też leki – ale z domowej apteki 😉

Gdy dziecko nauczy się grzecznie przyjmować takie leki, to istnieje większa szansa, że przełknie również gorycz tranu, gorzkiej zawiesiny z antybiotykiem czy oleju z czarnuszki 😉

Zauważyłem również, że dzieci, które jedzą różnorodnie i cały czas poznają nowe smaki znacznie łatwiej tolerują niesmaczne leki. Nie jest to jakaś naukowa prawda, bo przeprowadzone przeze mnie badanie było ankietowe, a grupą badaną było kilku zaprzyjaźnionych rodziców z dziećmi po godzinach (czyt. bez dzieci i  będących trochę w czubie).  

Przez zabawę i rozśmieszanie

Kup strzykawkę. Wypełnij ją sokiem malinowym i nakarm nią nieużywanego już Misia Szumisia, lalkę Baby Dream, a jeśli masz w domu psa – to już w ogóle bomba! Nic tak nie cieszy jak zabawa na żywym organizmie 😉 To bardzo skuteczna metoda. Nauczyłem w ten sposób Amadeusza odciągania kataru, inhalacji i właśnie podawania niesmacznych z pozoru leków. Ale również wypluwania wody po płukaniu zębów czy dmuchania nosa w chusteczkę. To naprawdę działa, ale wymaga cierpliwości i kreatywności.

Łącz z pożywieniem, ale ostrożnie

Gdy jest naprawdę ciężko spróbuj jakoś przemycić lek z jedzeniem. I nie mówię tutaj o bajecznie prostym przemycaniu probiotyków w jogurcie 😉

Zanim jednak zdecydujesz się zrobić cokolwiek tą metodą zajrzyj do ulotki. Tam w sposobie dawkowania możesz znaleźć informację, że:

  • lek należy przyjmować w czasie lub bezpośrednio po jedzeniu – nic nie stoi na przeszkodzie, by przemycić go jakoś z jedzeniem
  • lek należy przyjmować na czczo – wtedy odradzam Ci podawanie takiego leku z jedzeniem – możesz zaburzyć jego wchłanianie
  • lek można rozpuścić w wodzie, mleku lub soku – taka informacja to ZBAWIENIE dla rodzica. Niestety mało leków można podawać w ten sposób.

Pamiętaj też, że niektórych leków nie można łączyć z określonymi pokarmami. Więcej pisałem o tym w tym artykule, ale dotyczył on raczej leków stosowanych u dorosłych. Gdy masz wątpliwości skontaktuj się z lekarzem – zadecyduje on czy przypadkiem strata we wchłanianiu nie będzie lepsza niż zupełna rezygnacja z leczenia.

Tabletki można podać z kawałkiem pieczywa – znacznie łatwiej się wtedy połyka. Starą i sprawdzoną metodą podawania niektórych leków – szczególnie tych gorzkich kropli – jest podawanie ich na łyżeczce cukru.  Myślę, że każdy maluch będzie mile zaskoczony. Tylko błagam – nie zjedźcie mnie za ten CUKIER! Cukier to ZUO, ale niekiedy ZUO KONIECZNE.

View this post on Instagram

🤒🤕😰W aptece nastal okres żniw. Brzmi to brutalnie, ale kolejki wypełniają się kaszlącymi i kichającymi ludźmi. Obecność kolorowych pudełek i magia ceny nie sprzyjają niestety skupieniu i rzeczowej rozmowie z farmaceutą. Wielu ludzi kupuje "w ciemno" polegając na reklamie w sieci czy telewizji. ☝ 👪Szczególną grupą odwiedzającą aptekę są mamy z dziećmi. To one niestety narażone są najbardziej na nachalny przekaz marketingowy oraz utrwalające się przekonanie, że dobra matka to taka, która za wszelką cenę musi dziecko wyleczyć. Niektóre dzieciaki zza aptecznej lady towarzyszą mi od urodzenia. Moje obserwacje często przyprawiają mnie o ból głowy – ilość niepotrzebnej "chemii"💊, którą im podano od pierwszych dni życia jest zatrważająca. Dosładzane syropki na odporność, żelki z magnezem czy "lizaki na gardło" to tylko wierzchołek góry lodowej. Produkt na zdjęciu byłby całkiem OK – gdyby nie 50% cukru i konserwantu (sorbinianu potasu). Czy nie lepiej było podnieść stężenie cukru do 80%, które wykluczałoby konieczność konserwowania takiej receptury? Rany boskie! Po co?! Kochane mamy – za te kilka złotych nie kupicie zdrowia swoim dzieciom, a co najwyżej spokój własnego ducha, że "coś podałam" Wbijajcie na profil @farmaceuta_radzi.pl i zapoznajcie się koniecznie z kampanią "Leki to nie cukierki!" Patronem medialnym całej akcji jest również @pantabletka, który pisał o szkodliwym leczeniu dzieci…cukrem z witaminami. #health #healthylifestyle #photooftheday #healthy #instahealth #healthychoices #instagood #lifestyle #cleaneating #eatclean #baby #babies #kid #jestembojestes #zdrowie #dzieci #dziecko #suplement #cukier #sugar

A post shared by Artur Rakowski (@mgr.rakowski) on

Gdy jesteś skazany na porażkę

Są takie dni, gdy w starciu z maluchem czujesz się jak kucharze i barmani z San Marino, którzy wychodzą na murawę przeciwko Ronaldo i spółce. Nie rób wtedy nic na siłę. Gdy masz taką możliwość – odpuść maluchowi na chwilę, zwłaszcza wtedy gdy wyraźnie odmawia przyjęcia leku. Wróć z tematem w dogodniejszym momencie. Gdy będzie wyspany, najedzony, a jego objawy mniej nasilone. Oczywiście wszystko zależy od przypadku. Niekiedy przecież lek trzeba przyjąć tu i teraz.

Nie zmuszaj dziecka w jednym czasie do kilku nielubianych przez niego czynności.

Gdy ostatnio mycie zębów i kąpanie nie jest w TOP Najprzyjemniejszych rzeczy, które Twój maluch lubi robić w ciągu dnia – nie poprzedzaj nimi podawania leku. Wielce prawdopodobne, że utkniesz na starcie. Wyznacz priorytety – może kąpiel warto przestawić na następny dzień, a w jej miejsce powalczyć z podawaniem leku?

Bądź sprytny

I szukaj alternatyw. A jest ich sporo!

  • Dziecko odmawia przyjęciu ibuprofenu w syropie? – daj mu ibuprofen w czopku!
  • Gdy jednak TERAZ, nie jest najlepszym momentem na zaglądanie TAM dziecku – ustaw dawkowanie tak, by czopek podać na śpiocha 😉 O naprzemiennym dawkowaniu ibuprofenu i paracetamolu pisaliśmy z Marcinem w tym wpisie.
  • Gdy maluch ma problemy z połknięciem tabletek – szukaj wersji leku w syropie, albo spróbuj z kapsułkami żelatynowymi.
  • Nie masz dostępu do wody? Jedziesz w trasę? Do apteczki włóż tabletki rozpadające się w jamie ustnej (bez konieczności popijania) albo granulaty doustne.

Nagradzaj dziecko

Nie wiem czy ta metoda jest zgodna z trendami nowoczesnego rodzicielstwa – ale wynagrodź dziecko za to, że dzielnie poradziło sobie z tranem, olejem z czarnuszki lub okropnym antybiotykiem w zawiesinie.

Ale rozsądnie dawkuj nagrody. Gdy będziesz robić to za często, lub nagradzać z byle błahego połknięcia dwóch kropelek, bezsmakowej witaminy D – maluch uodporni się na Twoje pochwały.

Nagradzaj naturalnie i adekwatnie do postawionej dziecku poprzeczki. Zbyt częste ŁAAAAAŁ. Suuuuuuper! Jesteś świeeeetny – może sprawić, że dziecko będzie oczekiwać za każdym razem motywacji z zewnątrz. A w przyszłym życiu będzie potrzebować głównie…motywacji wewnętrznej.

Poza dobrym słowem nagrodą może być:

  • pójście na plac lub salę zabaw
  • wspólne układanie LEGO
  • wygłupy przy muzyce
  • gotowanie obiadu dla zmęczonej po pracy mamy

Może te wszystkie metody, to nie jakaś prawda objawiona.

Ale to takie połączenie ojcowskiego doświadczenia z aptecznymi przypadkami 😉

I codziennymi pytaniami – jak podać dziecku antybiotyk, Panie magistrze? Jak?!

Pamiętajcie, że dziecko uczy cierpliwości i wytrwałości.

Tego przede wszystkim nauczyło mnie ojcostwo.

Mam nadzieję, że wiedza, którą Ci przekazałem przyda Ci się w przyszłości i będziesz wiedzieć jak podać dziecku antybiotyk.  STOP! Oby przydawała się jak najrzadziej, bo życze Tobie i Twoim pociechom dużo zdrowia. Jeśli jednak chcesz od czasu do czasu być informowany o takich wpisach – zostaw mi swojego maila. Nikomu go nie pokażę 😉

Jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z podawaniem niesmacznego leku swojemu dziecku napisz o tym koniecznie w komentarzu.

Hej

Artur

 

 

 

 

Podobne wpisy

Chcesz być na bieżąco? Dołącz do newslettera

Wszystkie treści przedstawione na arturrakowski.pl mają jedynie wartość informacyjną, edukacyjną i przedstawiają osobiste opinie autorów. Pod żadnym pozorem nie mogą zastąpić indywidualnej porady farmaceutycznej, lekarskiej, położniczej, psychologicznej, ani żadnej innej. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu i polityki prywatności.